niedziela, 16 czerwca 2013
Przeprosiny
No więc zacznę może od przeprosiń i to wielkich. Nie było mnie dość długi czas, ale obiecuję że postaram sie dodać jakaś notkę w ciagu kilku dni. Nie miałam czasu na pisanie a nawet nie miałam weny. Miałam trochę swoich spraw na głowię i nie potrafiłam nic wymyślić. Mam nadzieję że ktoś jeszcze zagląda na tego bloga i wybaczy mi moje zniknięcie na taki długi czas bez żadnego słowa. Zaraz zabieram sie za pisanie i coś może pojawić sie już dziś albo jutro. Buziaki ;*
poniedziałek, 13 maja 2013
12. Pierwsza zwycięstwo
Szybko odskoczył unikając kolejnego ataku. Był przyparty
do muru, żaden jego atak nie potrafił zranić przeciwnika, każdy atak potrafił
rozbić w pył, przez co był on praktycznie bezbronny. Znów upadł powalony
kolejnym ciosem. Zamknął na chwilę oczy i zacisnął pięści. Nie mógł tu
przegrać. Musiał ratować swoją przyjaciółkę. Musiał przypomnieć ją sobie. Tak
bardzo chciał teraz wiedzieć dlaczego chce tak bardzo wygrać. Nie pamiętał jej
twarzy uśmiechu czy głosu, ale tak bardzo chciał wygrać, tak bardzo chciał ją
zobaczyć.
-Poddajesz się sopelku- znów ten szyderczy śmiech. Gray
od razu otworzył oczy i z trudem zaczął się podnosić. Wstał opierając się o
ścianę. Ostatni atak dał o sobie znać. Osoba z którą walczył była potworem, a
mówił że nie jest jeszcze tak silny jak reszta. Przyjrzał mu się. Był niskiej
budowy, ale w jego magii było coś strasznego, coś ciemnego.
-Lodowe tworzenie:
Łuk- krzyknął , a w jego ręce pojawił się wielki lodowy łuk , w drugiej
dłoni strzała.
-Głupi dzieciaku, to nic nie da!- mężczyzna był już
znudzony całą tą walką, przeciwnik w końcu nie robił na nim wrażenia. Jego
ataki nie działały, a przeciwnik nie miał nawet draśnięcia. Gray jednak nie
wystrzelił strały z łuku, tylko zaczął biec w stronę przeciwnika. Na jego
twarzy pojawiło się zdecydowanie, jakby postanowił już że tego dokona. Gdy był
już blisko, wyrzucił strzałę z ręki w stronę przeciwnika i jak się spodziewał
była to kamienna kopia, szybko zrobił
obrót o 360 stopni i napinając łuk stworzył nową strzałę i strzelił za siebie.
-Mówiłem że to….- jednak mężczyzna nie dokończył bo
strzała nagle zmieniła kierunek lotu. Gdy była już praktycznie przed mężczyzną
, zwróciła i zaczęła lecieć w stronę ściany. Uderzyła w nią mocno rozkruszając
ją przy tym, a sufit zaczął lekko się kruszyć.
-Hmm wiedziałem- powiedział czarnowłosy widząc mężczyznę
wyskakującego ze ściany trzymającego się za krwawiącą rękę.
-Skąd ty?- zdenerwowany facet odskoczył od maga lodu i
przyglądał mu się z nienawiścią wypisaną na twarzy.
-Trochę i to zajęło, ale w końcu zauważyłem. Za każdym
razem gdy w ciebie uderzyłem był to klon, mimo iż nie widziałem byś je tworzył.
Wyjaśnienie było tylko jedno. Byleś tu , ale nie na polu walki, ukrywałeś się.
Czekałeś aż sam padnę z wycieńczenia. Jednak popełniłeś jeden błąd- Gray
uśmiechnął się odrzucając łuk na bok.
-Błąd?- mężczyzna zdziwił się i widocznie był strasznie
ciekawy jakiż mógł popełnić błąd.
-Zbyt bardzo chroniłeś jedno miejsce. Odciągałeś mnie od
tamtej ściany, nawet gdy tam upadłe to próbowałeś mnie usunąć stamtąd wykopując
mnie gdzie indziej. Twoja postawa , zawsze wyglądała obronie , gdyż zbyt bardzo
zbliżałem się do tej ściany, sam się zdemaskowałeś.
-Magia tworzenia:
Miecz
-To nic, umrzesz, ja jestem potężniejszy od klonów, a
miecz ci nic nie da- odparł mężczyzna prostując się i znów przybierając
szaleńczy wyraz twarzy. Na jego ustach pojawił się uśmiech szaleńca.
-Nie lekceważ magów Fairy tail- krzyknął po czym ruszył w
stronę swojego przeciwnika. Musiał to wygrać, nie mógł tutaj przegrać, nie mógł
zawieść przyjaciół.
-Lawina skał-
Gray słysząc te słowa i dłoń przeciwnika skierowaną ku górze natychmiast się zatrzymał
i spojrzał w górę. Sufit zaczął się trząść , ale skały nie opadały. Jakby
chciał go tylko nastraszyć. Mag lodu prychnął po czym znów ruszyć na
przeciwnika, na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech, teraz albo nigdy.
Naparł na przeciwnika mieczem, lecz ten stworzył szybko kamienna tarczę, ale na
jego twarzy pojawiło się niezadowolenie że ktoś przełamał się przez jego
barierę.
-Zadarłeś z najgorszą rodziną- powiedział z uśmiechem
Fullbuster gdy był blisko przeciwnika. Tamten tylko prychnął i odepchnął od
siebie Gray’a. Ty razem to on ruszył szybko na maga lodu, przez co on nie zdążył
zareagować i przyjął cios. Od razu odleciał trochę dalej i znów uderzył w ścianę , a z jego głowy pociekła stróżka
krwi. Podniósł się natychmiast nie przejmując się raną.
-Lodowe tworzenie:
Knykcie- spod stóp przeciwnika wyrosły dwie wierze, które powinny go
uderzyć, lecz nie robiły tego. Z nich wysunęły się dwie ręce które
unieruchomiły przeciwnika.
-To na nic!- krzyknął mężczyzna i zaczął się wyrywać , a lód zaczął pękać.
-Jeszcze nie skończyłem! Lodowa skorupa!
-Niewypał? Pfff-
gray usłyszał za sobą sarkastyczny głos przeciwnika, lecz nie odskoczył od jego
uderzenia. Nawet go nie poczuł. Widział zdziwienie na twarzy przeciwnika gdy
ten go uderzył, ale Gray nic nie poczuł. Tak lodowa skorupa była obroną
idealną, ale kosztowała go wiele energii. Jego ciało zmieniało się w lód nie do rozpuszczenia, tylko jedo
zaklęcie mogło je przełamać. Wiedział że nie zostało mu już zbyt wiele energii,
więc postanowił położyć wszystko na jedna kartę.
-Nieograniczone
Lodowe Tworzenie: Jednostronnie Chaotyczny Taniec!-z rąk maga lodu wysunęły
się ogromne lodowe łańcuchy, a zaraz pod nimi zaczęły tworzyć się lodowe
miecze. Było ich pełno i otaczały przeciwnika.
-Co jest!?- krzyknął przerażony rozglądając się wokół
siebie. Nie miał drogi ucieczki, był przerażony przez co nie potrafił utworzyć
żadnego zaklęcia obronnego. Nagle wszystkie miecze ruszyły w stronę przeciwnika.
Próbował je omijać i zachować spokój , ale ich nie ubywało. W końcu jeden miecz
trafił go w nogę, przez co upad na
kolano i dostał mieczem w ramię. Chwytając się za nie nie zauważył
nadlatującego łańcucha który przygwoździł go za szyję do ściany , a miecz wbił
mu się w drugie ramię. Zamknął oczy widząc nadlatujący miecz i czekając na
wyrok, jednak ni nie poczuł. Otworzył oczy i dostrzegł przed sobą uśmiechniętego
Gray’a. Jednak tak szybko jak otworzył oczy znów je zamknął. Fullbuster
utworzył ostatecznie młot i nim zakończył pojedynek uderzając przeciwnika w
głowę , a ten stracił przytomność. Spojrzał na niego ostatni raz, po czym
odetchnął z ulga, a jego ciało zaczęło powoli opadać na ziemie. Był wykończony,
nie miał już siły, ale wygrał.
-Lucy- szepnął z uśmiechem i stracił przytomność.
Pamiętał.
Siedziała przypięta do tego wielkiego kamienia z głową
spuszczoną w dół. Czuła jak po trochu
opuszcza ją magia. Czekali tylko na niego, tylko to że się spóźniał dawało jej
szansę na troszkę dłuższe życie. Podniosła na chwilę głowę i spojrzała na to
wielkie urządzenie. Jej biedne klucze, jej kochani przyjaciele. Dusiła w sobie
łzy, nie chciała płakać. Jej klucze były uwięzione w kapsułach w tym
urządzeniu, a gdy nadejdzie odpowiednia pora i przyjdzie Zeref ich magia
zostanie użyta razem z jej. Teraz jej magia napędza powoli urządzenie, ale gdy
wróci mag ciemności to zginie. Wiedziała to, ale mimo to wciąż bolało. Nie
chciała teraz umierać, chciała żyć wiedząc że przyjaciele próbują ją uratować.
-Szybko pogodziłaś się ze swoim losem- przeniosła
zmęczone spojrzenie na niebieskowłosego mężczyznę który stał bez uczuć nad nią.
-Dlaczego to robicie?- zapytała chrapliwym głosem,
opuszczając głowę. Nie potrafiła ciągle patrzeć ku górze, czuła zmęczenie.
Seiatro klęknął przed nią, a na jego
twarzy pojawił się jakby delikatny cień uśmiechu, pocieszającego w jej stronę.
Dłonią przejechał po jej policzku, a ta spojrzała na niego niezrozumiale.
-Chyba mogę ci powiedzieć- szepnął , po czym przejechał
palcami po końcówkach jej włosów. Usiadł po turecku przed nią i podał jej
trochę wody- widzisz , ten dzieciak Akihito i ja znamy się od zawsze. Zawsze kochaliśmy
się jak rodzina. Była jeszcze starsza siostra Akiego, Haru, była piękna, jej
uśmiech zawsze sprawiał że robiło nam się ciepło na sercu. Troszczyła się o nas
, a ja kochałem ją i wierzyłem że kiedyś będziemy razem. Niestety, jak i Aki zaczęliśmy
bawić się czarną magią, zawsze nas ostrzegał byśmy byli ostrożni z magią, ale
chcieliśmy być potężni by móc ją chronić. W ostateczności, sprawiliśmy że demon
opętał jednego z naszych kolegów i zaczął szaleć w mieście , zabijał ludzi, a
my byliśmy bezbronni. Wtedy pojawiła się
Haru i nawet nie odezwała się do nas, odwróciła się i ruszyła ku potworowi.
Próbowaliśmy ją namówić by zawróciła, że musimy uciekać, że nikt go nie
powstrzyma, ale ona tylko odwróciła się i delikatnie uśmiechnęła. Nie była zła,
a powinna. Dla nas oddała duszę i serce potworowi ratując przy tym nas i resztę
mieszkańców. Nigdy więcej jej nie ujrzeliśmy. Zatraciłem się w magii by móc ja
przywrócić, lecz za każdym razem moje działa przerywał Aki, nie chciał
powtórki, nie chciał żebym znów bawił się czarną magią. Dlatego pomaga
Zerefowi, mimo moich starań nie potrafiłem jej przywrócić do życia, ale On
będzie potrafił. W kocu potrafi dawać życie, dlatego obiecałem mu że mu pomogę
a on zwróci mi moją ukochaną Haru. Wiem że Aki tu przybył by mnie pilnować, ale
wizja że znów będzie mógł zobaczy siostrę, tę która była dla niego niczym
matka, sprawiła że także pomaga Zerefowi- Zdania o Haru wypowiadał tak szybko
że ledwo mogła go zrozumieć, a na jego twarzy widziała ból z tym związany.
Cierpiało jego serce.
-Myślisz że byłaby zadowolona z tego że bawisz się czyiś
życiem?- wypowiedziała te słowa bardzo szybo. Poczuła ból na policzku, a gdy
spojrzała w górę widziała wściekłą twarzy Seiatro.
-Nic o niej nie wiesz!- był zdenerwowany, pierwszy raz
widziała żeby na jego twarzy pojawiło się aż tyle emocji. Chciała cos
powiedzieć, lecz nie potrafiła wydusić już ani słowa. Bała się , trzęsła. Chciała
poczuć ciepłe ramiona Natsu.
Jej zapach był coraz bliżej, bardzo dobrze wyczuwał go.
Happy które leciał przed nim, też był bardzo skupiony. Byli już prawie u celu.
-Drewniane
Tworzenie: Ściana!-usłyszeli krzyk, po czym przed nimi pojawiła się
drewniana ściana, zatrzymująca ich.
-Z drogi- krzyknął Natsu rozwalając ją swoimi
płomieniami.
-Zostawcie to Juvi- dziewczyna wyszła przed wszystkich i zaczęła
się rozglądać. Spojrzeli na nią, po czym przytaknęli i zostawili ją samą z
nieznanym przeciwnikiem i ruszyli dalej. Tak bardzo chciał walczyć, ale
wiedział ze musi iść na przód by ją uratować.
-No no no, nie wiedziałem że będę miał przyjemność z taką
ślicznotką- usłyszała za sobą i natychmiast się odwróciła. Na jednym z kamieni
siedział młody jasnowłosy mężczyzna z kolanem założonym na kolano. Uśmiechał się
do dziewczyny i był strasznie spokojny.
-Juvia nie przegra!- odezwała się i przyjęła postawę do
ataku.
-Juvia, piękne imię, więc może i ja się przedstawię-
zeskoczył z kamienia i delikatnie się ukłonił, jednak nie spuszczał z niej
wzroku- jestem Ryu- wyprostował się i znów zaczął się jej przyglądać. Wodna
dziewczyna, nagle odskoczyła i wylądowała na wyższym kamieniu. Spojrzała na
miejsce gdzie przed chwilą stała. Do ziemi z powrotem wrastał korzeń.
-No no, widzę że damy radę się zabawić- teraz na twarzy
Ryu powiało się zadowolenie. Oblizał wargi i uśmiechnął się pokazując swoje białe
żeby. Czekała ich kolejna trudna walka.
sobota, 4 maja 2013
Jednopartówka: Dziwne uczucia Natsu x Zeref
Natsu x Zeref: Dziwne uczucia
Od zawsze uważałem że moje zżycie było do bani. Szkoła,
praca, dom, i tak wyglądała moja codzienność odkąd zacząłem chodzić do liceum.
Gdy byłem dzieckiem to jeszcze potrafiłem cieszyć się życiem, ale dziś już nic
nie było takie jak kiedyś. Moi rodzice ciągle się kłócili o to kto co zbierze.
Tak rozwodzą się bo matka nakryła ojca na zdradzie, prościej mówiąc widziała
jak posuwał naszą młodszą sąsiadkę. Nie
rozumiałem tego jak młoda dziewczyna może dać się dobrać takiemu staremu
prykowi do gaci. Ale moja matka nie była w cale lepsza. Niby tu wykwintna pani
domu, idealna dama, ale ja wiedziałem że na boku także ma swojego kochanka. Nie
sypiali przecież z ojcem w jednej sypialni nawet, więc to nic dziwnego że
doprowadziło to do zdrad a potem rozwodu. Według mnie kobiety są strasznie
irytujące. Te ich słodkie głosiki piszczące ci ciągle przy uszach. Ta ich
niewinność która w końcu przemija i stają się prawdziwymi diabłami. Są
strasznie kruche, aż strach się ich dotknąć bo może coś im się stać. Naprawdę
uważałem że kobiety są nam niepotrzebne, no chyba że jedynie do rodzenia
dzieci. Robiły nam tylko problemy i bałagan w życiu. Właśnie rozpoczynałem
drugi rok w liceum. Nawet nie miałem ochoty iść na rozpoczęcie. Jak w tamtym
roku pewnie przyjdzie tu tona głupich dziewczyn które będą mi tylko zawracać
dupe swoimi durnowatymi wyznaniami. Nie rozumiałem tego jak można zakochać się
od pierwszego wejrzenia. Przecież to nienormalne. Spojrzałem na zegarek, który
wskazywał za 20 ósmą. Powinienem
wychodzić z domu, ale nie skończyłem śniadania.
-Zeref chyba nie chcesz się spóźnić?- jak zawsze
irytujący głos matki przypominający o tym że się spóźnię. Ja jakoś nigdy się
nie spóźniam w porównaniu do niej po mizdrzy się przed lustrem nie wiadomo ile
czasu.
-Hai hai- odparłem i dokończyłem kanapkę po czym zabrałem
pieniądze na lunch i wyszedłem z domu. Jak na razie byłem zmuszony zamieszkać z
matką ze względu na to że sąd tak uznał. Chociaż tak naprawdę wolałbym mieszkać
z ojcem , który chyba także chciał mnie stąd zabrać. Wiedział ze nie darze
matki zbyt wielką sympatią.
-Siemanko przystojniaczku- dokładnie w drodze do szkoły
jak zwykle dołączył do mnie mój najlepszy przyjaciel. Na tym całym głupim
świecie był on jedyną osobą którą znosiłem. Laxus był osobą dość do mnie
podobną , więc myślę ze to dlatego tyle ze sobą wytrzymujemy.
-To nie było zabawne- odparłem wzdychając. – masz ten sam
problem- dodałem i spojrzałem na niego
kątem oka, jego czoło się pomarszczyło delikatnie, a na twarzy pojawił się
grymas niezadowolenia. Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu, nie wybieraliśmy
się na aule by wysłuchiwać słów dyrektora i jakiś pierwszaków. Od razu daliśmy
się do spisu klas. Gdy okazało się że znów jesteśmy w tej samej klasie,
przybiliśmy sobie tylko piątkę po czym ruszyliśmy stronę klasy gdzie zajęliśmy
swoje miejsca i zaczęliśmy czekać na resztę naszej głupiej klasy. Nasze
oczekiwanie w końcu dobiegło końca , gdy zaczęli zjawiać si inni uczniowie, a w
końcu nasz wychowawca. Posłuchaliśmy trochę jego słów po czym mogliśmy zbierać
się do domu. Nienawidziłem rozpoczęcia roku szkolnego.
-Eh i znów 10 miesięcy więzienia- westchnął Laxus gdy
wyszliśmy ze szkoły. Od razu zauważyły nas pierwszaczki i zaczęło się
obgadywanie nas. Nienawidziłem tego, nie rozumiałem co takiego było w naszym
wyglądzie że przyciągało tą irytującą płeć. Westchnąłem tylko i odwróciłem
twarz w bok. Zamarłem na chwilę. Gdzieś
pośród uczniów wyłoniłem tę bardzo charakterystyczną twarz. Ciągle roześmianą i
wygłupiającą się. Nie wiedziałem kim jest, ale nie potrafiłem od tej osoby
odciągnąć wzroku.
-chodźmy- odezwał się mój przyjaciel, a ja wytrącony w
równowagi kiwnąłem głową i ruszyłem za nim. Nie rozumiałem co się ze mną
działo, przecież to był jakiś smarkacz, a ja jakby coś pchało mnie w jego kierunku. Wygoniłem szybko od siebie
te wszystkie myli i żegnając się z kumplem ruszyłem w stronę domu. Oczywiście
matka nie czekała na mnie sama, tylko z tym swoim kochasiem. Minąłem ją nawet
na nich nie patrząc co widocznie nie bardzo spodobało się tej jędzy, bo zaczęła
coś krzyczeć za mną, ale nie przejmowałem się tym , nie miałem ochoty znów się
z nią kłócić. Gdy wszedłem do pokoju zamknąłem go na klucz i od razu rzuciłem
się na łóżko. Zapowiada się kolejny nudy rok szkolny.
Następnego dnia, wstałem dość wcześnie i od razu po
śniadaniu wyszedłem z domu. Nie miałem ochoty wysłuchiwać znów paplaniny matki
na temat swojego zachowania, ani tego że bardzo przypominam jej ojca. Ale to
był już jej problem, to ona wybrała faceta za którego wyszła. Do szkoły mi się
zbytnio nie śpieszyło gdyż i tak wyszedłem wcześniej, a będę musiał zaczekać na
Laxusa tam gdzie zawsze. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i westchnąłem. Miałem
jeszcze 10 minut do przyjścia kumpla, więc usiadłem na murku i zacząłem bawić
się telefonem.
-Szybciej idioto bo się spóźnimy- usłyszał krzyk i od
razu spojrzałem w stronę skąd dochodziły krzyki.
-Nie nazywaj mnie idiotą ty playboyu.
-Mnie przynajmniej ktoś chcę płomyczku- i śmiech. Koło
mnie przebiegło dwóch chłopaków widocznie spieszących się do szkoły. Ich
mundurki były takie same jak moje, a co najlepsze biegł tam ten sam różowo
włosy chłopak co zwrócił wczoraj moją uwagę. Nie zwrócili zbytnio na mnie
swojej uwagi, tylko szybko przebiegli. Natychmiast wstałem i patrzyłem w ich
stronę póki nie zniknęli z mojego pola widzenia. Uśmiechnąłem się delikatne pod
nosem. Ten rok szkolny może jednak nie będzie taki sam jak poprzedni.
-Jestem- usłyszałem za sobą i nawet nie odwracając się
ruszyłem przed siebie. W drodze do szkoły nie rozmawialiśmy zbyt wiele, zresztą
jak zawsze. Jesteśmy raczej osobami którzy nie zwierzają się sobie, ale jeśli
coś jest nie tak to stajemy w obronie drugiego. Doszliśmy do szkoły i od razu
skierowaliśmy się w stronę Sali gimnastycznej gdzie odbędzie się segregowanie
pierwszaków. Należę do szkolnej drużyny koszykarskiej, zaś Laxus do klubu piłki
nożnej, jest świetnym napastnikiem, strasznie szybkim. Rozdzieliliśmy się przed
pokojami klubowymi. Jestem v-ice kapitanek wiec powinienem być wcześniej i byłem,
ale jak się okazało większość pierwszaków i ludzi z drużyny już było. Jak
zwykle spóźniał się tylko kapitan i trener. Oczywiście kapitan oblegany przez
te irytujące kobiety dotarł do nas nawet później niż trener Elfman. Czasami się
zastanawiałem co te baby widzą w naszym kapitanie Lyon’ie. Ominąłem go i
usiadłem niedaleko nawet się z nim nie witając. Był moim sempai’em ale nie
darzyłem go zbytnim szacunkiem. Nawet pod koniec pierwszego roku wdałem się z
nim w bójkę czego konsekwencją było wykluczenie mnie z meczów na jakiś czas i
zawieszenie. Więcej przyrzekłem sobie tego nie robić , bo kochałem koszykówkę
nade wszystko i nie chciałem być wydalony z drużyny przez jakiegoś idiotę…
-Więc może zaczniemy od zapoznania członków, a potem
krótkiej rozgrzewki by zobaczyć wasze umiejętności. Po tym pójdziecie na
lekcje, a po lekcjach zmierzycie się ze starszakami, i zobaczymy czy ktoś z
pierwszaków nadaje się do pierwszego składu- odezwał się Lyon jak zwykle z tym
swoim sztucznym uśmiechem.
- Jeśli jesteście mężczyznami to ruszać dupska , ale już-
oczywiście trener musiał dodać swoje trzy grosze. Nie interesował mnie nabór
zawodników, oczywistym było że będę w pierwszym składzie, zawsze dostawałem
tego czego chcę. Wyciągnąłem z torby swoją mp4 i już chciałem zakładać
słuchawki gdy znów go zobaczyłem. Uśmiechał się tak niewinnie, jego uśmiech był
taki szczery i pośród tego całego obornika głupich ludzi wydawał się inny.
-Co jest Zeref na kogo się tak patrzysz?- musiało go do
mnie przywiać co nie?
-A ty Lyon nie powinieneś sprawdzić czy nie ma tu jakiejś
twojej fanki?- nie miałem ochoty na rozmowy z nim.
-Zazdrosny?
-Jak diabli- odpowiedziałem z sarkazmem uśmiechając się
do niego sztucznie.
-Powinieneś chociaż zwrócić uwagę na jakąś, inaczej
zaczną myśleć że wolisz chłopców- przysiadł się do mnie, czy nie mógł się po
prostu od pieprzyć?
-A ty powinieneś zacząć patrzeć na trening swoich nowych
nabytków- odparłem, nie chcąc dłużej prowadzić rozmowy o tym kogo wolę,
przecież to oczywiste że kobiety.
-Sempai!- usłyszeliśmy krzyk i obydwoje zwróciliśmy głowy
w stronę skąd dochodził krzyk. Zauważyliśmy jak grupka chłopców pochyla
się nad kimś. Wstałem szybko by jak
najszybciej opuścić towarzystwo tego idioty i ruszyłem w tamtym kierunku.
-Co jest?- zapytałem, ale gdy podszedłem lekko mnie
zamurowało. Różowowłosy chłopak siedział ze skwaszoną miną , a pośród niego
stali koledzy i bacznie mu się przyglądali. Miał lekko zaczerwienione kolano i
kapała z niego delikatnie krew.
-Natsu się poślizgnął i przewrócił.
-Wszystko wyolbrzymiacie, nic mi nie jest, grajmy-
wkurzył się i szybko wstał i był gotowy do dalszej gry. Idiota przeszło mi
przez myśl.
-Powinniśmy to odkazić- powiedziałem wzdychając i
klepnąłem go po plecach by poszedł za mną.
-Mówiłem że nic mi nie je…- nie dokończył bo złapałem go
za ucho i przybliżyłem lekko do siebie.
-Może i tak, ale jeśli chcesz zagrać po lekcjach o
wejście do pierwszego składu radziłbym iść ze mną to odkazić- powiedziałem
lekko poddenerwowany i puściłem go wyczekując na jego odpowiedź. Patrzył na mnie
przez chwilę w szoku po spuścił głowę i ruszył w kierunku budynku szkoły.
Uśmiechnąłem się zwycięsko i ruszyłem za nim.
-Zeref- sempai jest straszny- usłyszałem jeszcze za sobą
na co prychnąłem. To było nic, jak się zdenerwuję to naprawdę mogę być straszny.
Natsu, tak chyba miał na imię bo w końcu tak go nazywali szedł kilka kroków
przede mną. Nie odwracał się by sprawdzić czy idę za nim, ale chyba był
zdenerwowany tym że potraktowałem go tak przy kolegach. Doszliśmy do budynku
szkoły i od razu skierowaliśmy się na drugie piętro gdzie znajdował się gabinet
pielęgniarki.
-Przepraszam?- zapukałem i wszedłem. Oczywiście ja to mam
szczęście bo jej nie było. Westchnąłem i wszedłem kiwając głową na młodego by
ruszył za mną. Pokazałem mu krzesło na którym ma usiąść, po czym zacząłem się
rozglądać po gabinecie w poszukiwaniu jakiejś gazy i wody utlenionej.
-Sempai wyglądasz strasznie, ale jesteś miły – usłyszałem
głos Natsu i zdezorientowany odwróciłem się w jego stronę.
-He?- nie rozumiałem do końca jego słow.
-No bo w końcu martwisz się o swoich Kouhai’ów i dlatego
przyprowadziłeś mnie tutaj- odparł szczerząc się do mnie i drapiąc w tył głowy.
Co za idiota.
-Nie zrozum mnie źle , przypałętał się do mnie taki jeden idiota więc chciałem jakoś
stamtąd odejść, więc użyłem ciebie jako ucieczki- odparłem po czym wróciłem do
poszukiwań.
-Idiota?
-Ta, Kapitan Lyon- odparłem i lekko się uśmiechnąłem gdy
znalazłem to czego czekałem. Wyciągnąłem gazę i wodę utleniona po czym
podszedłem do chłopaka i klęknąłem przed nim. Zacząłem obmywać delikatnie ranę
wodą utlenioną , widziałem jak krzywił się na twarzy, ale nic nie mówił. Zuch
chłopak. Gdy skończyłem wziąłem jeszcze plaster i przykleiłem na jego kolano po
czym wstałem.
-Możesz iść i przebrać się, a po lekcjach widzimy się na
Sali gimnastycznej- powiedziałem i spojrzałem na jego roześmianą twarz.
-Hai sempai- krzyknął i szybo zniknął z pokoju
pielęgniarki. Westchnąłem i spojrzałem za okno. Pogoda była słoneczna, a ja
czułem się delikatnie mówiąc zmęczony. Był dopiero początek dnia, a ja miałem
ochotę znaleźć się już w domu. Dzień nie zleciał mi zbyt szybko, ale nawet nie
dłużył się zbytnio. Właśnie skończyła się ostatnia lekcja i byłem w drodze na
sale gimnastyczna. Zastanawiałem się czy któryś z pierwszaków załapię się do
pierwszego składu albo na ławkę rezerwową przynajmniej. Wchodząc do pokoju klubowego rzuciłem torbę
do swojej szafki i spojrzałem konta oka po osobach z mojej prawej. Dwóch
trzecioklasistów którzy odkąd pamięta próbują wejść do pierwszego składu , ale
marne mają szanse. W szatni nikogo więcej nie było, co oznaczało że znów byłem
ostatni. Jakoś nie dziwiło mnie to zbytnio , w końcu nigdy mi się jakoś
specjalnie nie spieszyło. Przebrałem się w strój do ćwiczeń i po chwili także
ruszyłem na salę gimnastyczna.
-Nareszcie- każdy spojrzał na mnie, a ja tylko
uśmiechnąłem się przepraszająco po czym ruszyłem ku ławce gdzie siedział Lyon i
usiadłem koło niego. Nigdy nie zajmowałem się zapoznawaniem pierwszaków czy też
jakimiś mowami. Było to zbyt męczące i wiedziałem i tak że Lyon zrobi to za nas
dwóch lepiej.
-Wiec zaczniemy od rozgrzewki, którą poprowadzi nasz
drugi kapitan spóźnialski Zeref- na dźwięk swojego imienia spojrzałem
zaskoczony na kapitana a potem przekląłem siarczyście na niego pod nosem.
Przeklęty idiota, zawsze musiał mnie w coś wrobić- po czym zagramy mały sparing
bym mógł zobaczyć czy któryś ma jakieś podstawy- skończył po czym przeszedł z
uśmieszkiem obok mnie. Och jak on mnie wkurzał. Z lekkim ociąganiem wstałem z
zajmowanego przez siebie miejsca po czym rozejrzałem się po pierwszakach. Było
ich zaledwie siedmiu, ale wiedziałem że mogą być z nimi problemy.
-No więc zaczniecie od trzech kółek wokół szkoły- od razu
usłyszałem ich sprzeciw i buczenie. No w sumie mnie by się tam nie chciało tyle
biegać, w końcu jedno okrążenie ma prawie kilometr. Westchnąłem po czym znów
spojrzałem na nich. Naprawdę zaczynali mnie denerwować.
-Dobra, zaczniemy od jednego, ale najpierw rozciągnijcie
się trochę , a jak już przybiegniecie to pokaże wam jak wygląda piłka do kosza-
po tych słowach odwróciłem się i zacząłem kierować do schowka, gdzie znajdowało
się wszystko co potrzebne klubom, a także na wf’ie. Kluczyk miał woźny, ale
składzik zawsze był otwarty do wieczora więc każdy mógł z niego skorzystać. Zabrałem
cały kosz piłek koszykarskich i znów zacząłem kierować się na boisko. Większość
chłopaków już wybiegła, wraz ze starszakami, którzy codziennie biegali wokół
szkoły.
-Chcesz ich zniechęcić? Bieganie wokół szkoły zaczynają
dopiero po jakimś miesiącu- usłyszałem obok siebie. Znów ten przeklęty
kapitanek.
-A ty nie biegasz?- wiem że to było głupie pytanie. W Końcu przychodził tu rano i biegał.
-A ty co?
-Dam im wycisk na boisku- odarłem i uśmiechnąłem się do
niego cwaniacko. Widziałem na jego twarzy wymalowane zadowolenie że ja Zeref w
końcu chcę się do czegoś przyłożyć. W sumie miał rację, chciałem dziś dać
popalić tym dzieciakom. Razem z Lyonem podczas biegania reszty drużyny graliśmy
jeden na jednego. Jedyne dlaczego nawet szanowałem go to dlatego że był osobą z
którą idealnie dopasowywałem swoją grę. Zawsze dobrze nam się razem grało.
-Skończyliśmy- usłyszeliśmy zadowolony krzyk i także
przestaliśmy grać. Spojrzeliśmy na wejście do Sali i można powiedzieć że i mnie
i białowłosego zamurowało. Każdy pierwszak był wykończony i ledwo zipał oprócz
jednego. Stał na nogach ocierając pot z czoła a na jego twarzy widniał wielki
uśmiech. Uśmiechnąłem się na ten widok. Ten chłopak naprawdę był interesujący.
-No no już macie dość?- odezwałem się biorąc piłkę do
ręki i podchodząc do pierwszaków.
-Brać piłki i trenować!- krzyknął Lyon do starszych
członków po czym kiwnął do mnie głową i ruszył wraz z innymi by potrenować.
-Dobra panienki jeśli to było dla was męczące to
radziłbym wam zrezygnować- powiedziałem patrząc na nich wyczekująco. Popatrzyli
na mnie przerażeni.
-No coś ty sempai! To było nic!- krzyknął Natsu pokazując
mi kciuk do góry. Patrzyłem na niego naprawdę zdumiony.
-Tak On ma rację damy radę- odezwał się kolejny i każdy z
nich podniósł się z ziemi i ciężko dysząc patrzyli na mnie. Każdy z nich w
oczach miał determinacje. Uśmiechnąłem się i znów spojrzałem na różowo włosego.
Miał w sobie to coś co dawało moc innym.
-Dobra, wiec każdy z was weźmie piłkę , zrobimy kilka
ćwiczeń po zagramy cztery na cztery, a skoro jest was siedmiu to ja dołączę do
jednej drużyny , a teraz panienki za piłki i do ćwiczeń!- krzyknąłem , a każdy
szybko podbiegł do kosza i zabrał dla siebie piłkę. Kazałem im na początek
wrzucać piłkę do kosza w dwutaktu, po czym próbowałem zobaczyć czy któryś
potrafi zrobić wsad. Ćwiczyli drybling, a także omijanie przeciwnika. Dałem im
lekki wycisk, ale żaden nie stracił woli jaką zyskali na początku.
-Dobra gramy!- krzyknąłem , a jakiś starszak podał nam
piłkę. Byłem w przeciwnej drużynie niż Natsu co dla mnie było wręcz idealne.
Chciałem wiedzieć na co tego dzieciaka stać. Widziałem w nim największy
potencjał, ale zobaczymy na co go stać. Mecz zaczynała przeciwna drużyna, ale odebranie
im piłki nie było zbyt trudne. Grało się dość łatwo, dopóki nie przeszli na wyższy
poziom i nie zaczęli mnie kryć dwójkami. Trudno było wtedy jakoś ich wyminąć
przez co zaczęli zdobywać punkty. Ich głównym graczek był Dragneel, co mnie
jakoś nie dziwiło. Naprawdę byli dobrzy jak potrafili się zgrać.
-Koniec!- głos Lyona rozniósł się po Sali, a każdy
pierwszak ze zmęczenia opadł na ziemię. Przetarłem koszulką pot z czoła i
spojrzałem na każdego z uśmiechem. Byli naprawdę dobrzy.
-Dragneel i Fullbuster – powiedziałem wymijając Lyon.
Ostatnie co widziałem to jego uśmieszek. Skierowałem się do szatni skąd wziąłem
ręcznik i zacząłem się przebierać.
-Sempai jesteś niesamowity- zdziwiłem się widząc tą
różową czuprynę za mną także z ręcznikiem i wielkim uśmiechem na jego twarzy
który chyba nigdy stamtąd nie znikał.
-Siedzę w tym trochę- odparłem po czym ściągnąłem
koszulkę i przetarłem ręcznikiem klatkę piersiową. Chyba powinienem jednak
zrobić tą rozgrzewkę przed meczem.
-Ale musisz powiedzieć że my też nie byliśmy najgorsi,
przegraliśmy tylko 8 punktami.
-Jestem zaskoczony- odparłem szczerze. No bo byłem.
Zerknąłem na niego kątem oka i nawet nie wiedząc dlaczego zacząłem się w niego
wpatrywać. Na jego szyi widniała jakaś blizna przykryta na co dzień włosami
widocznie, ale teraz miał je spocone przez co przyklejały się do szyi i widoczna
była blizna. Jego barki były naprawdę rozbudowane, a klatka piersiowa
umięśniona.
- Musze ćwiczyć więcej- odparł po czym pomachał mi i
wybiegł szybko. Zdziwiłem się tym trochę ale uśmiechnąłem się tylko i gdy
ubrałem się ruszyłem w stronę wejścia do szkoły. Byłem ciekawy czy Laxusowi też
trafiło się takie ziółko.
Patrzyłem znudzony na tablicę, naprawdę nie rozumiałem po
co nas uczą tej matmy. Przecież pierwiastki czy też ciągi nie przydadzą mi się
nigdy, no chyba że trafie na studia
ekonomiczne co w moim przypadku było nie możliwe. Rozejrzałem się po klasie po
czym lekko uśmiechnąłem. Przymknąłem oczy i zacząłem opadać.
-Zeref-kun- usłyszałem pisk jakieś laski z mojej klasy. A
no tak Nozomi, siedziała obok mnie i usilnie próbowała zwrócić moją uwagę. Otworzyłem
oczy i zauważyłem że każdy patrzy na mnie. Leżałem na ziemi i ciężko
oddychałem. Chyba jednak przesadziłem, chciałem tylko zerwać się z lekcji ze
źle się czuje.
-Możesz wstać?- zapytał nauczyciel, kiwnąłem tylko głową.
-Pójdę położę się u pielęgniarki- powiedziałem i wstając
ruszyłem w stronę wyjścia.
-Pójdę z tobą- krzyknęła kolejna. Spojrzałem na nią
zimnym spojrzeniem, a uśmiech z jej twarzy znikł.
-Ale widocznie poradzisz sobie sam- powiedziała po chwili
cicho , a na jej twarzy pojawił się smutek. Nie zwróciłem na to większej uwagi.
Jedyne co teraz chciałem to trochę odpocząć. Przeklęty Laxus. Siedział u mnie
do rana i musiałem grać w nim na play’u do rana , a rano mi powiedział ze ma
wolne bo jego dziadek przyjeżdża i nie idzie do szkoły. Byłem strasznie
zmęczony i jedyne co teraz chciałem to łóżko i spokój. Wchodząc do pokoju
powiedziałem tylko że jestem zmęczony, a ona nawet nic nie powiedziała. Może jej
nie było, nie wiem, ale od razu skierowałem się do łózka i zasnąłem.
Czułem ciepło na wargach. Delikatnie otworzyłem oczy i
doznałem szoku. Widziałem tak bardzo dobrze znana mi różową czuprynę. Miał zamknięte
oczy, a jego wargi dotykały delikatnie moich.
-Na..tsu- odezwałem się a chłopak natychmiast oderwał się
ode mnie.
-Ja…ja- nie wiedział co powiedzieć jego twarz była cała
czerwona w głowie zapewne panował chaos.
-uspokój się- powiedziałem łapiąc się za głowę , też
miałem natłok myśli w głowię.
-Gomen!- krzyknął i ukłonił się. Jego oczy były mocno zaciśnięte.-
Ja chodziłem w pierwszej klasie do tego samego gimnazjum co ty sempai i zawsze
się podziwiałem, potem się przeprowadziłem, ale obiecałem sobie że pewnego dnia
znów cię spotkam i powiem że zawszę cię podziwiałem!- mówił dość głośno, ale
jakoś mnie to nie interesowało. Dokładnie wysłuchałem każdego jego słowa.
-Chyba tu…- usłyszałem głos zza drzwi i szybko wstałem i
pociągnąłem chłopaka do siebie po czym zasłoniłem parawan. Usiadłem na łóżku i
zakryłem mu usta dłonią. Nie potrzebowałem kolejnych głośnych gości. Ktoś
wszedł do pokoju rozejrzał się i wyszedł. Wypuściłem powietrze i spojrzałem na
Natsu. Dopiero teraz zauważyłem że jego twarz znajduje się naprawdę blisko
mojje. Jego oczy aż świeciły, a ja? Ja chyba nie miałem nic przeciwko.
Zamknąłem oczy i przybliżyłem swoją twarz do jego. Jego pocałunki były
niezdarne i delikatne, jakby bał się. Cieszyło mnie to. Rzuciłem go na łóżko, a
on wyglądał na zdezorientowanego. Lubiłem rządzić i pasowało mi to ze jest
posłuszny. Usiadłem na nim okrakiem i zacząłem brutalniej pieścić jego usta.
Moja dłoń zaczęła wędrować po jego klatce piersiowej dostając się za koszulę i
powoli ją rozpinając. Nie opierał się, jego jęki próbowałem stłumić
pocałunkami. Jego dłonie znalazły się na zapięciu moich spodni. Uśmiechnąłem
się delikatnie i pocałunkami zacząłem schodzić coraz niżej. Zacząłem ssać jego
sutek co widocznie sprawiało mu wielką radość, bo jego czerwona twarz z
podniecenia mówiła tylko jedno, nie przestawaj. Poniosłem się o kciuk
objechałem linie jego warg, by po chwili znów zatopić się w jego ustach.
-Zeref- usłyszałem swoje imię i przekląłem siarczyście. Zszedłem
z zdezorientowanego chłopaka i kazałem mu szybko zapiać koszulę.
-co jest?- zapytałem wychodząc zza parawanu i patrząc na
Lyona który miał nieciekawy wyraz twarzy.
-Może i z lekcji się umiesz zmyć. Ale z treningu nic z
tego- powiedział i kiwnął głową bym ruszył za nim. Odwórciłem się tylko by
spojrzęc na Natsu przez lekką szparę po czym ruszyłem. Na trening przyszedł
ostatni Dragneel, ale za każdym razem jak go mijałem to uśmiechałem się , a on
czerwienił. Czekał mnie wspaniały rok i już wiedziałem dlaczego byłem na
początku bnim tak zainteresowany. Moje mieszane i dziwne uczcucia przerodziły się
coś co uważałem ze nie isteniej.
Widocznie myliłem się, a do tego moje życie zaczęło nabierać barw.
Ekhm tak szczerze to nie spodziewała się ze kiedyś to
napiszę. Nie lubię Yaoi i przenigdy nie pisałam nic z tych rzeczy więc
wybaczcie mi jeśli wam się nie podoba. Nie zaszłam zbyt daleko z wątkiem +18 bo
nie potrafiłam się przemóc i czegoś więcej napisać więc gomen. Przeczytałam specjalnie
kilka mang z gatunku Yaoi , nie przypadły mi do gustu, ale nie wiedziałam jak stworzyć
więc miedzy jedną płcią, ale myślę że jakoś się udało. Wiec mam nadzieję ze wam
się nawet podoba i do następnej ;*
wtorek, 30 kwietnia 2013
11. Początek wojny
Podążał za jej zapachem, wiedział że tu jest, czuł jej
zapach, jej słodki zapach za którym tak tęsknił. Nie czekał na swoich
przyjaciół, był tu pierwszy, nie mógł tracić czasu.
-LUUUCY!- krzyknął, a jego głos rozniósł się po jaskini
do której ledwo co wszedł. Rozejrzał się w około, a na jego dłoniach pojawiły
się płomienie. Czuł ze tu jest. Spojrzał nagle przed siebie. Słyszał to , słyszał
swoje imię wypowiedziane jej głosem. Chciał ruszyć w jej stronę, gdy naglę
odsunął się, a w miejsce gdzie stał uderzyło coś, rozwalając podłożę.
-No ładnie- usłyszał głos i spojrzał w kierunku skąd
dochodził. Stał tam jakiś starszy mężczyzna patrząc na Natsu z wyższością.
-Kim jesteś?- krzyknął chłopak patrząc na niego wściekły
spojrzeniem.
-Kimś kto cię pokona- uśmiechnął się mężczyzna po czym
podniósł rękę do góry.
-Nie sądzę- Natsu delikatnie się uśmiechnął- stalowa pięść ognistego smoka!-w
dłoniach chłopaka zgromadził się jeszcze większy ogień i ruszył on wprost na swoje
przeciwnika, ten jednak szybko uniknął tego ataku odskakując i w powietrzu
kierując swoje dłonie wprost na Dragneela.
-Kamienna pięść!- krzyk
mężczyzny rozniósł się po jaskini. Z jego dłoni, jakby w sekundę wyrosła wielki
pieść z kamienia i zaczęła kierować się w stronę Natsu. Chłopak natychmiast
zrobił unik, lecz niespodziewanie pięść zawróciła i uderzyła Salamandra od
frontu. Chłopak od razu został przygwożdżony do ściany, a z jego ust poleciała
stróżka krwi.
-Pfff, i to jest ten potężny salamander?- zakpił
mężczyzna stając delikatnie na ziemi i patrząc z wyższością na pokonanego
chłopaka. Natsu chciał się ruszyć, ale jego całe ciało odmawiało mu
posłuszeństwa. Jednak po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Nie jest sam-
oboje usłyszeli kobiecy glos i zwrócili głowy w stronę wejścia do jaskini
gdzie stała grupka osób.
-Co ty salamandrze, nie potrafisz poradzić sobie z jakimś
gogusiem?- usłyszał kpiący głos żelaznego smoczego zabójcy.
-Widzę że mamy gości- mężczyzna się uśmiechnął i opuścił
kamienną pięść, tak że Natsu od razu wylądował na ziemi ocierając krew z ust.
-Nastu , idź!- krzyknął Gray widząc jak salamander wstaje
by znów walczyć z przeciwnikiem.- Ja się nim zajmę, nie możemy marnować czasu-
powiedział , a każdy tylko przytaknął.
-Juvia pomoże- powiedziała niebiesko włosa dziewczyna,
stając koło maga lodu.
-Juvia idź, mogą cię potrzebować gdzie indziej-
powiedział chłopak patrząc ciągle na swojego przeciwnika. Dziewczyna niechętnie
przytknęła i ruszyła za przyjaciółmi co chwilę patrząc na swojego ukochanego.
-Zginiesz-uśmiechnęła się mężczyzna.
-Lodowe tworzenie:
Miecz – w dłoni Gray’a pojawił się długi miecz , a chłopak od razu ustawił
się w pozycji do ataku. Niemalże natychmiast ruszył w stronę mężczyzny. Szybkim
i sprawnym ruchem zadał cios mężczyznę. Gray delikatnie się uśmiechnął widząc
że ten nie zdążył zrobić uniku, niestety nie na długo. Nagle mężczyzna zaczął
przybierać barwę skały, a po chwili zaczął się rozlatywać.
-I Jak ci się podoba moja podmiana?- zapytał tuż za
Gray’em uderzając go pięścią w plecy. Lodowy mag poczuł wielki ból w plecach a
sam uderzył w jakąś skałę. Zaczął delikatnie się podnosić i kaszlnął krwią.
-Lodowe Tworzenie:
Młot – Fullbaster szybko wyskoczył znad skał, gdy przeciwnik chciał go
zaatakować i stworzył młot, który z góry zaczął szybko spadać na przeciwnika.
-Kamienna Góra-
niestety atak chłopaka został skontrowany, przez obronę przeciwnika. Czarno włosy chłopak opadł na ziemię na
jedno kolano i spojrzał na uśmiechającego się przeciwnika. Przeklął w myślach i
zaczął obmyślać plan strategii. Przeciwnik był silny, obawiał się trochę o
swoich przyjaciół.
-Zastanawiasz się pewnie jak mnie pokonać, ale nie martw
się powiem ci- uśmiechnął się. Gray podniósł się i zaczął mu się przyglądać z
ciekawością. Był dziwny, ale nie odezwał się.
-Nie da się mnie pokonać, a twoi przyjaciele zginą – po
tych słowach jakby w jego oczach pojawił się szał i szybko ruszył w stronę
czarnowłosego chłopaka. Gray musiał szybko myśleć jak go pokonać i inaczej sam
zginie.
Biegli ile sił w nogach co chwilę słysząc wstrząsy dochodzące
zza nich. Wiedzieli że to były odgłosy walki Gray’a ale żadne z nich się nie
wróciło. Wiedzieli że chciał to rozstrzygnąć sam, że ucierpiała by jego głupia
duma gdyby ktoś mu pomógł. Najbardziej jednak wiedział to Nastu który był taki
sam, wiedział też dlaczego Gray chciał zostać sam. Wkurzało go to że nie
pamiętał kogoś z gildii, wkurzało go to że ktoś namieszał w jego głowię i
chciał jak najszybciej odzyskać wspomnienia o przyjaciółce. Natsu na chwilę się
zatrzymał po czym zaczął rozglądać się w którą stronę teraz. Musiał wytężyć
swój węch, dlatego nikt mu nie przeszkadzał.
-Tędy- odezwał się w końcu Gajeel który wyszedł koło
salamandra i wskazał drogę.
-skąd wiesz?- zapytał podejrzliwie chłopak. Przecież nikt
nie pamiętał jej więc nie mógł mu ufać.
-Słychać ich- odpowiedział szybko przewracając oczyma.
Dragneel spojrzał na niego zdezorientowany, po czym zamknął oczy i wyciszył się
na chwilę. Miał rację słyszał jej głos. Wkurzył się i ruszył w tamtym kierunku.
Musiał się spieszyć.
-Zostaw mnie- krzyknęła próbując wyrwać się z uścisku
chłopaka, który ciągnął ją w przeciwną stronę niż ta w którą chciała się
kierować. Chłopak jedna był nieustępliwy, żadne krzyki czy też jej wyrywanie
się z jego objęć, a raczej nieudolne próby nie zmieniły jego zdania by ją
puścić.
-Zamknij się wreszcie- odparł znudzony jej krzykami. Ne
było żadnej szansy na to ze pozwoli jej odejść teraz gdy dotarli tak daleko. W
końcu będzie w stanie ją zobaczyć.
-Moi przyjaciele- powiedziała cicho patrząc w stronę
gdzie znajdowało się wyjście do tunelu prowadzące do wyjścia z jaskini.
-Jeśli nie odejdą to zginą- powiedział Aki i popchnął ją
w stronę wielkiego kamienia. Dopiero teraz zauważyła co znajduję się na tym
wielki kamieniu. Były tam poprzypinane łańcuchy. Przestraszyła się widzą to,
spojrzała odruchowo na to wielkie urządzenie po czym na Akihito.
-Po co to?- zapytała, ale w odpowiedzi ujrzała tylko jego
uśmiech. Wyrwał jej klucze i bat po czym
odrzucił je daleko.
-To ci nie będzie już potrzebne- dziewczyna chciał ruszyć
za swoimi kluczami, lecz została powstrzymana i poprzez uderzenie upadłą na
ziemię. Chłopak od razu kucnął przy niej i zaczął jej nogi oraz dłonie
przepinać do kajdanek.
-Dlaczego?- zapytał powstrzymując łzy. Wiedziała że sama
się na to zgodziła, ale nigdy nie pomyślała że to może się tak skończyć.
Poczuła się teraz jakby ktoś obudził ją z wielkiego snu.
-Wybacz, ale wiem że sama byś na to nie pozwoliła, więc
troszkę się tobą bawiłem- powiedział po czym dopiął ostatni łańcuch do jej ręki
i spojrzał jej prosto w oczy.
-Zginę?- zapytała patrząc na niego, chociaż sama nie była
pewna czy na pewno chce usłyszeć odpowiedź.
-To zależy czy on zdąży na czas- po tych słowach chłopak
wstał i zaczął powoli podchodzić do urządzenia.
Byli już coraz bliżej, wiedział to, czuł to, a mimo to
nie wiedział co robić. W jakim stanie może ją zastać. Nawet Happy nie odzywał się co było dość dziwne,
przecież zawsze był taki rozgadany, chociaż teraz na pewno roznosiła go radość
że ktoś w końcu sobie przypomniał o ich
przyjaciółce.
-Heh widzę że ten głupi Hideo pozwolił wam przejść, ale
ja nie jestem tak łatwym przeciwnikiem- usłyszeli głos i od razu się
zatrzymali. Przed nimi stała dość młoda i wysoka zielonowłosa kobieta. Jej
spojrzenie było przesiąknięte mrokiem.
-A więc ja będę twoim przeciwnikiem- powiedziałą Erza
wyłaniając się przed wszystkich.
-Ja też może walczyć- odezwał się pośpiesznie Natsu, lecz
szybko dostał od Scarlet po gowię za to. Oburzony spojrzał na nią.
-Musisz iść dalej, ty musisz dojść najdalej, nie patrz w
tył, musisz iść na przód- powiedziała po czym uśmiechnęła się w jego stronę.
Chłopak patrzył na nią przez chwile , po czym także delikatnie się uśmiechnął.
Miała rację, musiał biec dalej, w końcu przyjaciele są tu by go wspierać.
Podniósł się szybko i znów ruszył przed siebie razem z Gajeelem, Juvią , Wendy
, Carla i Happym. Musiał się spieszyć wiedział to.
-No no, cóż za bohaterska wypowiedź, ale nie artw się
zajmę się tobą a potem zabiję tego cud ognistego chłopca i jego przyjaciół.
-Nie pozwolę na to- krzyknęła Erza w jej dłoni pojawił
się zwykły miecz, skierowany ostrzem w stronę przeciwniczki.
-Ah zapomniałam ci powiedzieć- uśmiechnęła się
zielonowłosa i także w jej dłoni pojawił się mieć, identyczny niczym Erzy- moją
magią jest kopiowanie, nie ważne czego użyjesz ja obrócę to przeciwko tobie- po
tych słowach w mgnieniu oka ruszyła na tytanie, zadając jej pierwszy cios
mieczem. Erza oczywiście go skontrowała, ale na jej twarzy pojawił się grymas
niezadowolenia. Odepchnęła przeciwniczkę, ale nie na długo, gdyż tak od razu
zaatakowała ją s powrotem krzyżując znów z nią swe ostrze. Żadna nie dawała za
wygraną i próbowała odeprzeć atak drugiej. Napierały na siebie równo.
-Cóż nie sądziła że Tytania naprawdę jest tak silna-
powiedziała Kobieta stając naprzeciwko niej i oddychając dość szybko. Erza
natomiast podpierała się o swój miecz i patrzyła groźnie na swojego przeciwnika.
Liczyli na nią przyjaciele więc nie mogła zawieść.
-Zbroja Czarnego
Skrzydła- u Erzy pojawiły się skrzydła jak u nietoperza a w prawej ręce pojawił się dość skromny, ale
jakże niszczycielski miecz.
-Mówiłam ci że to nic nie da- odezwał się kobieta i także
przybrała taką samą postać niczym Erza.
-Nie mów hop póki nie skoczysz- odparła Erza i ruszyła w
kierunku swojej przeciwniczki. Musiała ją pokonać za wszelką cenę.
----------------------------
I tak oto kończy się kolejny rozdział. Mam nadzieję że troszkę wam sie spodobał i może już niedługo pojawił się jakaś partówka znów, ale nic nie obiecuje bo nie wiem czy będę miała akurat wenę na jej napisanie. A więc do następnej i buziaczki;*
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
10. Przyjaciele
Nie potrafił tego zrozumieć, przecież był taki odważny,
taki potężny. Chciał ochraniać ja tak bardzo a mimo to poddał się takiemu głupiemu
czarowi. Patrzył jak cała gildia bawiła się. Każdy jakby zapomniał o swojej
przyjaciółce, jakby nigdy nie istniała dla nich. Westchnął po czym podniósł się
i ostatni raz spojrzał w tamta stronę.
Był to dla niego żałosny widok.
-Oddaj Lucy- usłyszał przy sobie cichy głosik, zapłakany.
Odwrócił się i uśmiechnął kpiąco. Przed nim latał mały kotek, niebieski z łzami
w oczach.
-Sama do nas przyszła- odparł spokojnie.
-Co im zrobiliście?- tym razem Happy podniósł lekko głos.
Wiedział że był bezbronny, ale nie mógł tego tak zostawić. Jeśli oni nie
chcieli to on ją uratuję.
-Ludzie mają słabe serca, dlatego zapominają- odparł
lakonicznie chłopak po czym wyminął kotka, ale po chwili zatrzymał się i
ostatni raz spojrzał za siebie na niebieskiego exceedo.
-Są zbyt słabi, by nas pokonać- po tych słowach jakby
rozpłynął się w powietrzu. Happy tylko przetarł swoje małe oczka po czym ruszył
w stronę gildii.
Czesała przed lustrem swoje blond włosy. W głowię ciągle
miała tekst piosenki, która wydobyła się wtedy z tej maszyny. Dziwiła się
trochę temu, ale sądziła że Zeref na pewno to zrozumiał. Westchnęła cicho i odłożyła
szczotkę. Ręką na której miała znak gildii dotknęła serca. Tak bardzo za nimi tęskniła
chciała znów ujrzeć wsiąkła Erzę za to że Natsu i Gray się kłócili. Ujrzeć
słodkie twarze Miry i Levi jak się uśmiechają. Znów usłyszeć głos Juvi którą
zawsze ją oskarżała że kocha Gray’a. Ale najbardziej chciała znów ujrzeć tych dzięki
którym tam była. Natsu i Happiego. Gdy tylko zmykała oczy, mogła wyobrazić
sobie ich uśmiechy i głosy jak mówili” Lucy chodź”. Poczuła ucisk w sercu. Nie chciała
ich zostawiać, ale by chronić ich wszystkich musiała to zrobić. Usłyszała po
chwili ciche pukanie i nie czekając na nić powiedziała cicho proszę. Drzwi
lekko zaskrzypiały a po chwili pojawił się przed nią niebiesko włosy chłopak z
tacą w jednej ręce.
-Przyniosłem ci coś do zjedzenia- powiedział swoim
chłodnym głosem, nie lubiła zbytnio przebywać w jego towarzystwie. Mimo że
nigdy nie widziała jego pełnej mocy to czuła tą przerażającą aurę od niego, chociaż
nie była tak straszna jak czasami od Zerefa, gdy się denerwował. Westchnęła
cicho i delikatnie się do niego uśmiechnęła.
-Wieczorem zaczynamy- powiedział po czym wyszedł zostawiając
tace na stoliku. Lucy zacisnęła dłoń na sukienne po czym znów spojrzała na
swoje odbicie w lustrze. Uśmiechnęła się blado, to było konieczne, musiała to
zrobić.
Wpadł do gildii, ale nikt go nie zauważył. Widział jak
Carla spojrzała na niego smutny wzrokiem, ale nie przejął się teraz nią. Swoim
zapłakanym wzrokiem szukał swojego przyjaciela. To była jego ostatnia karta, jeśli
mu nie pomoże to sam pójdzie uratować Lucy.
-Natsu!- krzyknął widząc przyjaciela, który coś jadł i
przy okazji kłócił się o coś z Gray’em. Wizał że różowowłosy spojrzał na niego
pytającą, ale po chwili uśmiechnął się seroko.
-Happy! Gdzie byłeś nie widziałem cię od wczoraj-
powiedział wstając i czekając aż kotek do niego podleci.
-Musimy uratować Lucy!- znów krzyknął zatrzymując się tuż
przed przyjacielem. Ten natomiast
skrzywił się lekko i westchnął.
-Happy, mówiłem ci już tyle….-nie skończył mówić gdyż
przyjaciel mu szybko przerwał.
-Rozumiem innych, ale dlaczego ty jej nie pamiętasz.-
płakał mówiąc to po czym szybko sciągnął swój plecaczek i wyciągnął z niego
kilka kartek- przypomnij sobie proszę!- podał mu szybko kartki. Chłopak niechętnie
wziął je od niego i natychmiast jego oczy się rozszerzyły.
„Pierwsza misja z Lucy” „Dziś było zabawnie, Lucy była z
nami i bawiliśmy się świetnie” „Sekspalil Lucy jest do bani” Przeglądał kartki na których widocznie było
jego pismo i nie mógł w to uwierzyć. Ostatni świstek papieru okazał się
zdjęciem. Zdjęciem na którym znajdował się on, Happy Erza Gray i jakaś
blondynka. Stała obok niego, na jej twarzy gościł niesamowity uśmiech. Miedzy
nimi był Happy, a on obejmował ją ramieniem i wyglądał na naprawdę
szczęśliwego. Poczuł nagle pustkę w sercu, jakby ktoś mu coś ukradł. Zasicnął
pięść i spojrzał prosto na Happiego wściekłym spojrzeniem.
-Musimy uratować naszą przyjaciółkę- pamiętał, jakby w
mgnieniu oka jego wszystkie wspomnienia wróciły. Gdy tylko zobaczył jej uśmiech
na zdjęciu już wiedział. Miał ochotę zabić ich za to co robili jemu, gildii, a
w szczególności Lucy.
-Natsu- odezwała się Erza łapiąc go za ramie. Nic z tego
nie rozumiała co się tu działo.
-Muszę iść, muszę ją uratować- powiedział wyrywając się.
-Nie pozwolę- odparła sztywno po czym lekko się uśmiechnęła-
nie możesz iść sam, ten uśmiech pamiętam go, jakby jakiś głos wypowiadał moje
imię, ale nie pamiętam tego. Dlatego nie mogę ci pozwolić byś sam szedł po
nasze wspomnienia- odparła szybko , a Wendy i Gray tylko przytaknęli
-Więc ruszajmy- powiedział a na jego twarzy pojawił się
delikatny uśmiech.
Wolnym krokiem wracał do kryjówki. Do hotelu gdzie
przetrzymywali na razie dziewczynę. Spojrzał na małą buteleczkę która mieściła się
w jego racę i delikatnie się uśmiechnął. Ciecz która się tam znajdowała okazała
się teraz także bardzo kluczowa. Gdy tylko usłyszał pierwsze zdanie piosenki uświadomił
to sobie. W końcu żyje nie jeden dzień i zna różne języki. Zatrzymał się przed
hotelem i kiwnął głowa delikatnie. Postać która przed chwilą siedziała na dachu
zniknęła, a on znów przyjrzał się buteleczce. Nie spodziewał się nawet że tak
szybko mu to pójdzie. Krew smoczego zabójcy. Krew smoka byłaby lepsza, ale
skoro ich już nie ma to musi się zadowolić tym. Spotkał jednego z szablozębnych
i wykorzystał kogoś do walki, a gdy tamten tylko go zranił, wziął trochę krwi i
wrócił. Nawet nie zastanawiał się jak potoczyła się walka dalej, nie
interesowało go. Wszystko szło po jego myśli i miał nadzieję że nic mu już nie
przeszkodzi. Chociaż nawet nie spodziewał się tego że jego poczynania doprowadzą
do jednej z większych walk, jakie kiedykolwiek stoczył. Jednej w której na
pewno pozna moc uczuć których nie znał.
Godzinę temu opuścili hotel wraz z Akim. Czuła się w jego
towarzystwie tak jakoś inaczej, nie bała się go teraz , chociaż wiedziała że
chłopak jest naprawdę silny i nie miałaby z nim szans, to teraz nie zachowywał się
tak jak wcześniej. Ciągle żartował i mówił do niej uśmiechając się, przez co
ona także co chwilę śmiała się, lecz gdzieś tak głęboko w sercu czuła smutek i
ból. Cały czas szli kamienistą drogą w jaskini. Było dość ciemno, a jedyne
światło jakie padało to to z pochodni którą niósł białowłosy chłopak.
-Zaraz będziemy na miejscu- odparł fioletowo Oki, bacznie
przyglądając się dziewczynie, a ta delikatnie się zarumieniła. Dziwnie się czuła.
Miała na sobie śliczną białą sukienkę bez ramiączek, dość obcisłą na biuście i
rozchodzącą się u dołu. Na prawej ręce miała bransoletę ze ślicznym białym
kwiatem i na szyi tak samo miała upiętą wstążkę z kwiatem. Włosy miała
rozpuszczone , wyglądała niczym anioł.
-Jesteśmy- powiedział, a gdy wyszli z ciemnego tunelu,
weszli do większej przestrzeni. Dalej znajdowali się w jaskini, ale ta część
była dużo większa i bardziej oświetlona. Wszędzie było pełno świec, a na
suficie były pozawieszane lampki, które oświetlały całą przestrzeń. Weszła
powoli do ów miejsca rozglądając się w koło. Po chwili dostrzegła urządzenie,
które odmówiło wtedy współpracy, wydało z siebie pieść po czym zamknęło się. Naprzeciwko
znajdował się wielki głaz, który miał coś do siebie przyczepionego. Nie
widziała do końca co to, ale nie zdążyła się do końca przyjrzeć gdyż usłyszała kroki.
-Gotowa?- usłyszała głos który powodował ciarki na jej
ciele. Nie patrzyła na niego, tylko kiwnęła delikatnie głową. Mężczyzna
podszedł do niej i podał jej dłoń. Ta
bardzo powoli zaczęła podnosić swoją dłoń i gdy miała już uchwycić dłoń maga
ciemności, ziemią się za trzęsła i słychać było wybuch.
-Co to?- zapytała dziewczyna rozglądając się.
-Chyba mamy towarzystwo.- powiedział cicho Zeref, ale
Lucy nie do końca rozumiała o co mu chodziło.
-LUUUCYYY!!!- usłyszała krzyk, tak bardzo dobrze jej
znany głos. Przyłożyła dłoń do ust , a w jej oczach pojawiły się łzy. Przecież
mieli zapomnieć, ale to nie to jej teraz chodziło po głowię. Teraz chciała
zobaczyć jego uśmiech i przytulić go. Chciała ujrzeć swoich przyjaciół.
-Natsu- szepnęła cicho i zrobiła krok przed siebie. Tak
bardzo pragnęła go zobaczyć.
I tak oto po bardzo długiej przerwię w końcu coś się pojawiło. Więc eto, bardzo dużo jest zamówień na partówki, ale nie martwcie się na pewno wszystko napiszę, więc nie bójta żaby. Co do notek to wybaczcie że tak długo nic nie było, ale przez mój stan psychiczny nie była w stanie nić napisać. Mam nadzieję że choć troszkę wam sie spodobało i do następnej buźka;*
a tak to sukienka jaką miała na sobie Lucy:
wtorek, 9 kwietnia 2013
jednopartówka: To nie była przyjaźń Erza x Jellal
Erza x Jellal: To nie była przyjaźń
Państwo Fiore, miasto Magnolia jedno z najbogatszych miast i jednych z najpiękniejszych. Ludzie zjeżdżają się tu by poznać historię miasta o dzielnych wojownikach walczących ze smokami, a także by zobaczyć niesamowite zabytki. Południowa Magnolia, jedno z bardziej znanych liceum w mieście. Liceum wróżki, najgorsze liceum w całym mieście. Uczniowie często wdawali się w bójki, a sam dyrektor często musiał się stawiać na naradach szkół by tłumaczyć się ze swoich uczniów.
Ranek, piękny słoneczny dzień, kiedy to uczniowie zbierali się do wyjścia by nie spóźnić się do szkoły. Pewna czerwono włosa dziewczyna stała już przed wejściem do szkoły. Wyprostowana i z kamiennym wyrazem twarzy patrzyła przed siebie. Opaska na jej ramieniu świadczyła o tym że jest przewodniczącą, a także szefem komitetu dyscyplinarnego. Uczniowie którzy przechodzili obok niej starali się nie wydawać żadnego dźwięku, a także starali się wyglądać nienagannie. Każdy obawiał się tej dziewczyny i wiedział że jeśli jej podpadnie to będzie z nim koniec.
-Twój gniew straszy ludzi- usłyszała za sobą dobrze znany jej głos, a serce od razu zabiło jej szybciej. Bardzo dobrze wiedziała do kogo on należy, a mimo to odwróciła się szybko .
-Jellal, mówiłam żebyś wkładał swoją marynarkę, i co to za nagannie związany krawat!- krzyknęła od razu poprawiając mu krawat. Ten tylko się uśmiechnął po czym delikatnie przejechał dłonią po jej włosach.
-Jesteś kochana Erzo- powiedział po czym szybko ją wyminął z uśmiechem na twarzy. Pomachał jej po czym zniknął za wejściem do szkoły. Patrzyła jeszcze przez chwilę tam gdzie on zniknął i wróciła do swoich obowiązków. Za piętnaście minut zaczną się lekcje , a ona jeszcze nie widziała najbardziej spóźnialskich. Już w oddali zaczynała widzieć szybko zbliżającą się dziewczynę o blond włosach a za nią gnającego różowowłosego chłopaka.
-Natsu! Lucy! Znów spóźnienie!- krzyknęła zatrzymując ich przed brama i zakładając ręce na piersi. Widziała jak na ich twarzy pojawia się zdenerwowanie i skrucha.
-Gomen Erza-san- odezwała się blond dziewczyna delikatnie kłaniając. Ostatnio zdarzało im się coraz częściej spóźniać.
-Lucy zawsze byłaś worową uczennicą, nie powinnaś tyle czasu spędzać z tym idiotą- odparła Scarlet wzdychając.
-Ej ja tu jestem- zbulwersował się chłopak, ale widząc wzrok dziewczyn od razu się uciszył.
-Obiecuję że więcej się to nie powtórzy- Lucy klasnęła w dłonie i przymknęła jedno oko, prosząc żeby ich przepuściła. Erza znów tylko westchnęła po czym z lekkim uśmiechem puściła ich. Teraz sama mogła się także udać na lekcje.
Siedział już od jakiegoś czasu na nudnej lekcji Japońskiego, nudziło mu się i ciągle coś rysował po zeszycie. Po chwili zwrócił swój wzrok na korytarz, gdzie przez szybę zobaczył czerwono włosa dziewczynę. Uśmiechnął się pod nosem widząc jej dumną postawę. Zawsze taka była, nigdy nie pokazywała swoich słabości, ale dzięki temu on tez tu jest, dzięki niej wie że nie jest sam. Podparł brodę na dłoni i delikatnie przymknął oczy. Wspomnienia z dzieciństwa wrócili. Pamiętał jak się wprowadziła. Był szczęśliwy ze będzie miał nowych sąsiadów, ale zawiódł się trochę gdy okazało się jego nowym sąsiadem była dziewczyna. Nawet nie próbował się z nią wtedy zakolegować. Jego mama bardzo zaś zakolegowała się z jej matką i była częstym goście w jego domu. Zawsze siedziała cicho i grzecznie.
-Zawsze jesteś taka małomówna?-zapytał pewnego razu gdy siedzieli u niego w pokoju, bo ich mamy siedziały w salonie i plotkowały. Spojrzała na niego niepewnie.
-Gomen- powiedziała cicho, co go zdenerwowało. Zawsze taka grzeczna.
-Trzymaj- podał jej pada i wytłumaczył o co chodzi w grze. Wtedy pierwszy raz się z nią śmiał i pierwszy raz czuł się tak dobrze w czyimś towarzystwie. Grali tak długo że dziewczyna uśpiła się wtedy u niego, a gdy rano się obudził to aż śmiać u się chciało gdy widział jej fryzurę. Mimo to nie spędzali ze sobą zbyt dużo czasu, tylko czasami gdy ich mamy się spotykały, ale czuł się wtedy w jej towarzystwie bardzo dobrze. Pewnego dnia gdy wracał ze szkoły z kolegami widział ją, siedziała nad brzegiem rzeczki. Chciał jej pomachać z uśmiechem, ale nie zrobił tego. Przestraszył się. Siedziała skulona w podartej sukience i z głową schowaną w kolanach. Ludzie przechodzili obok niej ale nikt się nie zatrzymał by sprawdzić czy tej małej dziewczynce nic nie jest. Jej króciutkie włosy powiewały na wietrze. Były dłuższe, wyglądały jakby je ktoś poszarpał nożem. Szybko podbiegł do niej .
-Erza!- krzyknął do niej. Nie podniosła się, słyszał jej cichy szloch. Był przerażony nie wiedział co się dzieję. Po chwili dopiero zauważył krew na jej sukience, nie wiedział co jest.
-Erza-powiedział błagalnym tonem. Przerażało go to. Delikatnie podniosła głowę , a on doznał szoku. Jej twarz była w siniakach, a najgorsze było to że jej prawe oko krwawiło i to strasznie. Nie zważając na to że miła wtedy tylko osiem lat i nie należał do najsilniejszych to wziął ją na ręce i ruszył przed siebie. Ludzie patrzyli na nich, ale nikt nie podszedł by pomoc, jakby byli jakąś zarazą. Zaniósł ją do szpitala gdzie zadzwonili do ich rodziców. Erze wzięto szybko na salę, a on został w poczekalni z pielęgniarką. Przerażało go to, a jeszcze bardziej to że miał na bluzie jej krew. Czekał długo. Ich matki bardzo szybko się zjawiły a zaraz potem ojcowie. Okazało się że chciała pomoc jakiemuś dzieciakowi zastraszanemu przez starsze dziewczyny i jej się oberwało. Ale on nawet nie mógł sobie tego wyobrazić jak ktoś może być takim potworem żeby zrobić coś takiego. Po tym codziennie odprowadzał ją do szkoły i tarze przychodził po nią, bardzo się z nią zżył i podziwiał ją że mimo to potrafiła dalej się tak pięknie uśmiechać. Gorzej widziała na prawe oko ale nie przeszkadzało jej to wcale. Minął rok, i myśleli że ich życie już zawsze będzie wyglądać tak dobrze. Ale on się przeliczył. Jego matka zdradzała ojca, doszło do wielkiej kłótni, nie chciała ich już znać. Wyprowadziła się mówiąc mu że już że więcej się nie zobaczą. Znalazła nową rodzinę. Nie chciał nikogo widzieć, nie chodził do szkoły, i wtedy zjawiła się ona. Weszła do jego pokoju przez okno, ich pokoje były obok siebie więc to nie było trudne. Była bardzo przejęta.
-Jellal nie poddawaj się!- krzyknęła łapiąc mnie za ręce. Był zdziwiony, ale nie przerwał jej.
-Erza- powiedziałem tylko cicho.
-Ja zawszę będę przy tobie nigdy cię nie zostawię, więc proszę wróć do mnie- jej głos był niemal błagalny, ale chciało mi się jednocześnie płakać i śmiać.
-Obiecujesz?- w jego oczach pojawiły się delikatnie łzy
-HAI- krzyknęła a on zaczął się śmiać a z oczu poleciały łzy. Od wtedy zawsze była przy nim, w tych złych i dobrych chwilach, zawsze go pocieszała po rozstaniu z dziewczynami czy tez po kłótniach z kumplami. Codziennie wieczorami mieli zebrania w jego pokoju, gdzie wchodziła przez okno. Zawsze grali w gry razem . Była dla nie bardzo ważna.
-Panie Fernandes czy nie za wygodnie panu?- usłyszał nad sobą dość mosiężny głos, otworzył oczy i spojrzał w górę mrugając. Przeklął na siebie w myślach i uśmiechnął się niewinnie.
-Gomen?- powiedział , ale nauczyciel wygonił go z klasy i kazał mu wyjść. Ten tylko westchnął po cym wstał i ruszył ku drzwiom by wyjść z klasy.
Wyszła właśnie z pokoju nauczycielskiego i zauważyła niebieskowłosego chłopaka siedzącego na korytarzu. Westchnęła pewnie znów wyrzucili go za spanie na lekcji. Uśmiechnęła się i powoli ruszyła w jego sronę ale po chwili zatrzymała się a na jej twarzy pojawił się smutek. Do chłopaka podeszła jakaś śliczna dziewczyna z pierwszej klasy. Na pierwszy rzut oka widać było że jej się podobał bo przysiwiałą się do niego, ae tak robiło większość dziewczyn, w końcu Jellal był bardzo popularny w szkole.
-Wagary?-zapytała ostro patrząc uważnie na dziewczynę, która widocznie przestraszyła się widoku Erzy.
-O witaj- odparł wyluzowany chłopak i wstał z ziemi otrzepując spodnie i wsadzając rece do kieszeni.
-Wracaj do klasy- powiedziała do dziewczyny, a ta od razu kiwnęła głową i ruszyła w stronę klas pierwszych.
-Nie musisz ich tak straszyć- powiedział chłopak śmiejąc się przy tym delikatnie.
-a ty nie powinieneś być dla nich zbyt miły- odparła szybko zakładając rece na piersiach.
-Jesteś zbyt surowa Erzo- odparł uśmiechając się do niej.
-A ty zbyt łagodny,a potem to ja słucham dlaczego wam ni wyszło- chłopak od razu przestał się uśmiechać.
-Jesteś niemiła- powiedział pokazując jej język.
-Zacznij uważać na lekcjach uśmiechając się do niego delikatnie i odchodząc od niego poklepała go delikatnie po ramieniu i ruszyła w stronę swojej klasy. Była dziwa dzisiejszego dnia. Wiedział kiedy było coś nie tak i dzisiaj właśnie coś się działo. Była jakby zamyślona nie czepiała się zbytnio jego zaczepkom. Wzruszył tylko ramionami po czy wrócił do klasy, gdyż zadzwonił dzwonek obwieszczający przerwę.
Szła zamyślona, obiecała mu że nigdy go nie opuści, ale przecież zbliżał się koniec roku. Byli już uczniami trzeciej klasy i musieli wybrać co chcą robić w przyszłości Wybrała już uniwersytet na który pójdzie, ale wiedziała także że on ma inne zainteresowanie niż ona. Ona zapewne wyprowadzi się do akademika i przestaną się widywać. Zatrzymała sie na chwilę po czym obejrzała sie za siebie, jej oczy były smutne, a w sercu czuła ból. Nie potrafiła mu wyznać tego co skrywała w sercu od zawsze. Uśmiechnęła sie delikatnie i ruszyła dalej. Gdy tylko znalazła się w klasie, ukłoniła się lekko przepraszając za spóźnienie Usiadła na swoim miejscu i zaczęła przykładać sie do nauki.
Lekcje dzisiejszego dnia minęły jej w miarę szybko, właśnie odkładała ostatnie papiery do pokoju nauczycielskiego i ruszyła do sali po swoją torbę. Zabrała ją i udała się do szatni gdzie przebrała buty.
-Długo ci to zajęło usłyszała i drgnęła Zobaczyła go uśmiechniętego od ucha do ucha. Jego mundurek był naganny, koszula wychodziła gdzie nie gdzie ze spodni, a krawat był przewiązany na ramieniu.
-Myślałam że już nie trenujesz- powiedziała ruszając dalej. Chłopak do niej dołączył.
-Nie mogę tak łatwo pożegnać sie z koszykówką- uśmiechnął sie do niej szeroko a ta odwzajemniła uśmiech.
-Co Miliana? Słyszałam że zerwaliście- zerknęła na niego uważnie. Dziewczyny latały za nim jak szalone, ale ten zawsze pochodził z nimi z tydzień i zrywali gdzy nie układało im się ale dalej miał z nimi dobry kontakt lub po prostu je olewał, gdy nie były w jego guście. Chłopak westchnął i założył ręce za głowę.
-Powiedziała mi że nie czuje ze mną tego czegoś i przeprosiła- powiedział jakby od niechcenia, a Erza cicho zaśmiała się. Był taki przewidywalny, jedyne co kochał to koszykówka.
-Powinieneś sie czasem postarać zatrzymać kogoś obok siebie- powiedziała cicho, a ten spojrzał na nią zdziwiony.
-Przecież mam ciebie- zarumieniła się lekko na to stwierdzenie, ale wiedziała że była dla niego bardziej jak siostra niż dziewczyna. Dalszą drogę do domu spędzili śmiejąc się i gadając o rożnych głupotach.
-Mała Erza? to ty?- usłyszała gdy dochodzili do swoich domów. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Starszy brat Jellala, Mistagun stał przed bramką do jego domu. Uśmiechał się do nich. Był starszy od nich o cztery lata i aktualnie studiował za granicą.
-Mist co tu robisz?- zapytała dziewczyna od razu podchodząc do niego i przytulając go delikatnie.
-Jak to co. Odwiedzam rodzinę, witaj mały- poczochrał włosy brata jak to miał w zwyczaju. Ten od razu się oburzył ale także się uśmiechnął.
-Witaj Aniki- powiedział cicho i momentalnie spojrzał kątem oka na Erzę.
-Musimy iść, mamy sie uczyć- powiedział po chwili Jellal i chwycił Erzę za rękę i chciał wyminąć brata, gdy poczuł szarpniecie. Jego brat także chwycił dziewczynę i uśmiechnął się przepraszająco.
-Wybacz młody, ale mam ważną sprawę , nie zajmie to długo- poprosił, a Jellal chodź z ociąganiem przytaknął tylko i ruszył w stronę domu. Widział jak jego brat i przyjaciółka ruszają za nim, ale nie zatrzymał sie . Wszedł do domu i ruszył w stronę kuchni, gdzie rzucił teczkę i podszedł do lodówki z której wyciągnął sok. Nalał sobie soku do szklani i upił łyka. Słyszał jak wchodzą do salonu i mimo iż nie chciał to coś go bardzo kusiło. Po cichu skierował sie w stronę wyjścia z kuchni i wszedł na korytarz , gdzie po cichu na paluszkach skierował sie w stronę salonu. Zatrzymał sie przed samym wejściem i oparty o ścianę zaczął się przysłuchiwać ich rozmowie
-Erza, masz jeszcze tydzień, jesłi nie to przepadnie- usłyszał głos starszego brata. Zdziwił sietrochę jego poważnym tonem, ale przysłuchiwał sie dalej.
-Wiem, ale wiesz jakie są moje uczucia, nie potrafię sie zdecydować- odparła Erza, a on poczuł jakby ukłucie w serci. Uczucia, jakie znowu uczucia? Czyżby czuła coś do jego brata?
-Jesli tylko powiesz tak, to będziesz mieszkać u mnie , a jeśłi nie będziesz chciała to znajdziemy ci coś, ale wiesz że ci pomogę- powiedział pośpiesznie Mistagun.
-Jednak są to studia za granicą nie wiem czy dam radę- po tych słowach Jellal wypuścił szklankę z ręki, a jego wzrok ciągle był wbity w ścianę na przeciwko niego. Nie potrafił przyjąć do siebie ostatnich słów Erzy.
-Jellal- usłyszał jej cichy głos , i zmartwione spojrzenie. Zerknął na nią, po czym na brata i bez słowa ominął szkło na podłodze i ruszył schodami do swojego pokoju.
-Jellal!- usłyszał jeszcze krzyk swojego brata, ale nie zareagował. Nie chciał ich teraz widzieć. Nie rozumiał do końca swojego gniewu. Może dlatego ze mu nie powiedziała ze chce studiować za granicą, a mozę to dlatego że chciała mieszkać z jego bratem i coś czuła do niego. Zatrzasnął za sobą drzwi do pokoju i usiadł na łóżku chowając głowę w dłoniach. Nie wiedział o czym myśleć. Usłyszał ciche pukanie.
-Odejdź- krzyknął nawet nie podnosząc głowy, jednak ktoś nie był na tyle uprzejmy by go posłuchać.
-Jellal- jej aksamitny głos dotarł do jego uszu. Mimowolnie uniósł głowę do góry i spojrzał na jej twarz pełną skruchy.
-Wyjeżdżasz- tylko tyle zdołał powiedzieć.
-Jeszcze nie wiem- odparła zamykając za sobą drzwi.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, chciałaś tak po prostu zniknąć jak ona?! - wstał i zaczął chodzić w kółko.
-Chciałam ci powiedzieć gdy sie zdecyduje- odparła dotykając jego ramienia, lecz ten szybko oddalił sie od niej.
-Chcesz tam jechać, wiedziałaś ze będziesz tam studiować, w końcu zawsze byłaś wpatrzona w mojego brata- mówił patrząc na nią, uważnie- kochasz go i chcesz być blisko niego.
-Nie prawda!- niemal krzyknęła kładąc dłoń na piersi.
-Nie kłam!- także uniósł głos , patrzył na nią ze złością , ale dlaczego.
-TO nie tak Jellal- chciała jakoś uspokoić sytuację
-Nie chce zostać sam- powiedział cicho zaciskając pieści.
-Nie zostawię cię s...- nie dokończyła.
-Też tak mówiła, a mimo wszystko mnie zostawiła, złamała obietnicę , ty też j....- nie skończy gdyż poczuł ból na policzku. Pierwszy raz Erza podniosła na niego rękę. Mimo iż widział jak prała nie jedną osobą, to jego nigdy nie ważyła sie uderzyć. Patrzył na nią ze zdziwieniem. W jej oczach widać było łzy.
-Nie potrafię sie zdecydować czy jechać czy nie bo Cię kocham idioto zgoda? Zastanawiam sie czy sobie poradzisz przez cztery lata beze mnie, czy czasami nie zakochasz sie naprawę, boje się jechać bo nie chce cie stracić- powiedziała a z jej oczu na dobre poleciały łzy.
-Erza- powiedział cicho nie mogąc uwierzyć w to co własnie usłyszał.
-Ale twój problemy polega na tym że nie potrafisz mi uwierzyć, nie potrafisz spojrzeć na mnie inaczej niż na małą siostrzyczkę, nie chcę dłużej cierpieć patrząc jak chodzisz z innymi dziewczynami, dlatego chciałam studiować za granicą, więc proszę nie każ mi dłużej cierpieć- po tych słowach po prostu odwróciła sie i wyszła z jego pokoju zostawiając go samego w oszołomieniu. Nie wiedział co ma myśleć Co robić Upadł na ziemie i dotknął ręką policzka.
-Erza- powiedział jej imię głośniej. Przed jego oczyma pojawiły sie obrazy, jej uśmiech jej śmieszne miny. to jak go pocieszała. Spojrzał na drzwi.
-Młody postaraj sie- usłyszał głos brata, który własnie stanął w drzwiach zakładając ręce na piersi. Ten tylko przełknął głośniej ślinę i szybko zerwał sie na nogi i wybiegł z domu. Jej dom był tuż obok, była sama więc nawet nie pukał tylko wszedł szybko. Od razu zaczął isć w stronę jej pokoju.
-Erza- powiedział wchodząc do jej pokoju. Serce mu sie załamało gdy ją zobaczył, siedziała na łóżku z głową spuszczoną w dół i przecierała rękoma policzki i oczy z łez. Nie zwróciła na niego nawet większej uwagi.
-Gomen- podszedł i chwycił jej twarz w dłonie i uśmiechnął sie delikatnie. Widział na jej twarzy niezrozumienie Przybliżył się delikatnie i scałował jej policzek.
-Jellal?-zapytała nieśmiało i po chwili poczuła jego ciepłe wargi na swoich. Delikatnie muskał jej usta co było naprawdę przyjemne.
-Pamiętasz jak skradłaś mi mój pierwszy pocałunek?-Zaśmiał sie siadając koło niej i otulając ją ramieniem. Usłyszał jej cichu śmiech.
-Mieliśmy wtedy po 10 lat i chciałeś odpędzić dziewczyny od siebie- westchnęła i przetarła łzy z oczu.
-Tak, od tamtego czasu nie patrze na ciebie jak na siostrzyczkę Erzo- powiedział, a ta szybko oderwała sie od niego i spojrzała na niego uważnie.
-Jak to?
-Kocham cię Erzo, tak bardzo że próbowałem ukrywać to umawiając sie z innymi, miałem wrażenie że ty zawsze kochałaś mojego brata i że jestem dla ciebie tylko osobą której obiecałaś że nie zostawisz,- dotknął delikatnie dłonią jej policzka i znów zanurzył sie w jej delikatnie uchylonych ustach.
-Gomen- powiedziała przejeżdżając po jego policzku który wcześniej uderzyła.
-Należało mi się - uśmiechnął sie po czym powrócił do całowania dziewczyny. Jego pocałunki były coraz bardziej zachłanne, a po chwili upadli na łózko tak że chłopak leżał na niej całując jej policzki zjeżdżając niżej. Jej oddech od razu stał sie przyśpieszony, a chłopak przez materiał zaczął błądzić ręką po piersiach dziewczyny.
-Baka- powiedziała szybko podnosząc sie i uderzając go delikatnie.
-Za co?- zapytał masując się po głowię
-Nie możemy- powiedziała szybko a na jej twarzy pojawił sie rumieniec.
-Przecież sie kochamy to co nas powstrzymuje- znów chciał ja pocałować , ale dziewczyna szybko wstała i pokazując mu język uśmiechnęła sie
-Mamy jeszcze dużo czasu- po tych słowach roześmiała sie a zaraz za nią chłopak. Miała racje , nawet jeśli pozwoli jej wyjechać za granice na studia to nigdy nie pozwoli jej by cierpiała Zawsze będzie ją kochał i czekał na nią by potem móc spędzić z nią resztę swojego życia.
---------------------------------
Badum-bass i jest One shot krótki i nudny ale coś jest. Miałam napisać hentai'a ale stwierdziłam że jakoś nie jestem do tego stworzona i nie napisałam. Mam nadzieje że chociaż troszkę wam sie spodoba buziaki;*
niedziela, 7 kwietnia 2013
9. Zapomnij
Tak szybko jak ją przytulił to odepchnął ją od siebie
lekko trzymając za ramiona i patrząc zapeszonym wzrokiem. Nie potrafiła
stwierdzić co się stało, ale wiedziała jedno, póki tu zostaje to zapewne oni
będą się nią zajmować gdyby jednak zmieniła zdanie i spróbowała uciec. Uśmiechnęła
się delikatnie w stronę białowłosego chłopaka ocierając delikatnie łzy.
-Gomen- powiedziała i odwróciła się do niego plecami.
Spojrzała w okno i zaczęła powoli żałować swojej decyzji, ale chciała ich
chronić za wszelka cenę. Kochała ich, miała tylko ich, dlatego musiała chronić to co dla niej ważne.
-Dlaczego się zgodziłaś?- usłyszała za sobą delikatny
głos chłopaka. Zdziwiła się jego tonem, pamiętała przecież jego wybuchowy
charakter gdy próbował ją złapać, jego siłę. Odwróciła się patrząc na niego
zaskoczona.
-By chronić to co dla mnie ważne- odezwała się nie
rozumiejąc do końca jego pytania. Przecież każdy by tak postąpił na jej
miejscu.
-Może wcale nie jesteś aż taka ważna dla nich skoro
twierdzisz ze możesz się poświęcić- odparł zakładając ręce na piersiach a na
jego twarzy pojawiło się oziębłe nastawienie wobec jej osoby. Zaskoczyło ją to
stwierdzenie ale mimo to uśmiechnęła się dotykając jedną ręką swojej piersi a
drugą dotknęła delikatnie znaku swojej gildii na dłoni.
-Znam moich przyjaciół, kocham ich i nie pozwolę by ktoś
musiał znów cierpieć przeze mnie- odparła delikatnym głosem. Widziała jego
spojrzenie na sobie, był zmieszany, jakby te uczucia były mu obce.
-Zazdroszczę wam- odparł po czym szybko się odwrócił i
wyszedł z jej pokoju zostawiając ja znów sama ze sobą.
-Jego moc była wyczuwalna przez krótka chwilę, ale
zniknęła po chwili. Jakby znów się rozpłynął w powietrzu- powiedział jeden ze strażników
stojąc na baczność i przyglądając się radzie uważnie. Na twarzach członków
widniało zdenerwowanie. Byli jak na razie bezsilni wobec Zerefa, nie mogli nic
poradzić na jego siłę. Zawsze im się wymykał.
-Gdzie był?- krzyknął uderzając pięścią o stół Guran.
Strażnik zląkł się jego wybuchu mimo to ciągle nie spuszczał wzroku z rady,
było to niedopuszczalne.
-W królestwie Fiore, w Magnolii- odparł szybko.
-Fairy tail- westchnął Org
-Więc poczekamy- odparł już trochę uspokojony Guran
patrząc po wszystkich. Mimo że nie trawił tej gildii wiedział że oni nie
zostawia tego tak łatwo.
Razem z Charlą i Lilim patrzył na wszystkich przerażonym
wzrokiem. Wszyscy leżeli nieprzytomni na ziemi, jakby pokonała ich jakaś
nieznana moc.
-Natsu?-podszedł do przyjaciela i szturchnął go
delikatnie łapką po plecach, lecz ten nawet nie drgnął.
-WENDY!-krzyknęła Charla upadając koło niebieskowłosej
dziewczynki i szturchając ją. Biała exceedo była przerażona tym co się
wydarzyło.
-Musimy się uspokoić- powiedział Lili patrząc po
wszystkich, sam był zdziwiony a nawet może i przerażony ta sytuacja ale ktoś
musiał zachować tu zimną krew.
-Co się dzieje?- zapytał przerażony happy.
-To na pewno ma coś wspólnego z nim- odparła roztrzęsiona
Charla.
-Hmm, co się dzieje- usłyszeli za sobą dobrze znany im
głos Miry. Rozejrzeli się w okól i dostrzegli że każdy zaczynał się powoli
podnosić.
-Wendy, Natsu- kotki krzyknęli jednocześnie i podbiegły
do swoich właścicieli.
-Co jest?-zapytał różowo włosy chłopak drapiąc się po
głowię.
-Nagle zemdleliście- odparł Lili dokładnie im się
przyglądając. To wszystko wydawało mu się dziwne.
-Mówiliśmy o uratowaniu Lucy i nagle zemdlałeś Natsu-
powiedział mały niebieski kotek ocierając łzy z oczu. Chłopak spojrzał na niego
pytająco.
-Kim jest Lucy?- po tych słowach wszyscy spojrzeli po
sobie, a każdy z exceedo patrzył na salamandra z niedowierzeniem w oczach.
Patrzył na ludzi którzy przechodzili po mieście z
uśmiechami na twarzy, nie przejmowali się niczym. Ich życie było monotonne ale
to im wystarczało. Gdy tak na nich patrzył to czasami tez miał ochotę poczuć
się jak zwykły szary człowiek. Popatrzył na dzieci bawiące się w magów, w tych dobrych i złych.
Uśmiechnął się mimowolnie. Pomyślał
teraz o tej blondwłosej dziewczynie. Nie
chciał tego robić ,ale nie miał innego wyjścia. Była taka młoda i niewinna, ale
to był jedyny sposób na to by ten świat mógł w końcu uwolnić się od mroku.
Odwrócił wzrok od otaczającego go świata i ruszył ku ciemnemu zaułkowi. Musiał z nią teraz porozmawiać, musiał jej
wszystko wyjaśnić. Oraz usiał pozwolić jej się pożegnać z przyjaciółmi.
Nie rozumiała tego co tu się dzieje, przecież to nie była
pora na żarty.
-Przestań żartować Natsu, Lucy jest naszą przyjaciółką-
powiedział Happy uśmiechając się o przyjaciela. Ten jednak nie odwzajemnił tego
uśmiechu lecz spojrzał na kotka niezrozumiale.
-O czy ty mówisz Happy, w naszej gildii nigdy nie było
żadnej Lucy- powiedział poważnie, a każdy pierw spojrzał po sobie i przytaknął.
-Levi co ty mówisz , przecież była twoją najlepszą
przyjaciółka!- znów krzyknął kotek, zaciskając swoje małe łapki.
-Nie krzycz na Levi, nigdy kogoś takiego nie było-
odezwał się Droy od razu zasłaniając przerażoną niebiesko włosa. Happy spojrzał
na wszystkich.
-Lucy jest nasza przyjaciółką, musimy ją ratować- łzy
poleciały z jego oczek, a mimo iż każdy się mu przyglądał to nikt nie podszedł
by go uspokoić.
-Happy, może się uderzyłeś w głowę i…- starał się do niego przemówić salamander,
lecz kotek szybko uniósł się w powietrze.
-To wy się uderzyliście w głowę, Lucy żyje a wy po prostu
pozwalacie sobie o niej zapomnieć, jakby nigdy jej nie było- znów krzyknął
patrząc na wszystkich z góry. Nie mógł znieść ich wzroku, a w jego małej główce
roiło się od pytań, ale najważniejsze było jedno.
-Happy- odezwała się Charla zatroskanym głosem.
-Dlaczego wy jej nie pamiętacie, Lucy jest naszą przyjaciółka,
śmiejemy się razem, chodzimy razem na misje. –Mówił a z jego małych oczu
leciały łzy- Natsu i ja zawsze jej dokuczamy, ale poszlibyśmy za nią w ogień,
jest nam bardzo bliska, więc dlaczego, dlaczego o niej zapomnieliście- każdy
patrzył z przerażeniem na Happiego, jakby jego słowa bardzo ich bolały. Charla
odeszła od Wendy i podleciała koło Happiego.
-Nie przepadam za nikim, ale ten pospolity kot ma rację,
Lucy jest jedną z was, co z wami jest nie tak?- wkurzyła się, no bo przecież
Nastu aż się rwał by ją uratować, a teraz gra głupka że niby jej nie pamięta.
-Musicie sobie przypomnieć- powiedział Lili podlatując do
reszty. Każdy patrzył na nich przez chwilę po czum spuścili wzrok.
-Wybaczcie, ale nigdy nie było kogoś takiego- tym razem
odezwał się mistrz. Exceedo, patrzyły nie rozumiejąc nic. Dlaczego każdy oprócz
nich zapomniał.
Szła razem z Akim wzdłuż ciemnego korytarza, opuścili
hotel w którym się znajdowali jakieś dwie godziny temu, a potem przeszli nie
mały kawałek drogi by się tu znaleźć. Byli w jakiejś opuszczonej części miasta.
Wyglądała ona okropnie ale nie odezwała się nawet słowem. Zmierzali teraz do
kryjówki gdzie znajdował się zawsze Zeref, tam znajdowało się także urządzenie
które pozwoli im to wszystko zakończyć. Weszli do jakiegoś opuszczonego
budynku, po czym zeszli po schodach do piwnicy i szli już tak od pewnego czasu
ciemnym korytarzem. Obawiała się tego co ją czeka, ale mimo to szła w spokoju.
Chłopak co chwilę rzucał jej krótkie spojrzenia, lecz także nie miał zamiaru przerywać
tej ciszy. Po chwili jednak zjawili się przed mosiężnymi drzwiami, które
Akihito otworzył jednym pchnięciem. Drzwi wydały z siebie straszne skrzypienie
które aż raniło jej uszy, a na twarzy wywołały grymas. Weszli do środka, a po
środku pomieszczenia siedział czarnowłosy chłopak ze spuszczoną głową. Grzywka
przykrywała u delikatnie oczy, ale dziewczyna dokładnie widziała pustkę w jego
spojrzeniu, jakby jego dusza opuściła jego ciało.
-Jesteśmy- powiedział białowłosy, a Zeref od razu
podniósł swe spojrzenie i delikatnie się uśmiechnął. Zszedł ze swojego tronu by
podejść do ściany na prawo. Machnięciem ręki pokazał im żeby podeszli bliżej, a
gdy to uczynili pchnął boczne drzwiczki których wcześniej nie wiedzieli.
-Wejdź- powiedział do niej przepuszczając ją pierwsza.
Spojrzała niepewnie na niego po czym powolnym krokiem ruszyła przed siebie. Gdy
tylko przekroczyła próg to wzrok zamazał jej się przez oślepiające jasne
światło, ale gdy tylko do niego przywykła jej oczy rozszerzyły się. Nie mogła
uwierzyć w to co widzi. Pokój w którym się znajdowała zajmowało wielkie urządzenie.
Jego budowa wyglądała na skomplikowana.
-To to?-zapytała niepewnie nie spuszczając wzroku z
urządzenie.
-Tak, mogłabyś?- odparł czarnowłosy chłopak, dokładnie przyglądając
się ruchom dziewczyny. Ta głośno przełknęła silne i ruszyła znów do przodu. Drżącą
ręką dotknęła delikatnie urządzenia. Poczuła jakby pod jej dotykiem zadrżało.
Zaczerpnęła powietrze i zamknęła oczy.
-O magiczne duchy, użyczcie mi swej mocy, pozwólcie mi
skorzystać z waszej magii…- nie skończyła gdyż urządzenie nagle jakby zaczęło
drgać. Zabrała szybko dłoń i zrobiła kilka kroków w tył. Zeref chyba tez nie
spodziewał się takiego obrotu spraw bo drgnął zaniepokojony.
-Co się dzieje?- zapytała chowając się za mężczyznami.
-Zaraz się okaże- odparł białowłosy przygotowując się do pozycji bojowej. Ku ich zdziwieniu,
urządzenie jakby pękło na pół, ale po chwili zaczęło się otwierać. Każdy czekał
z niecierpliwością na to co się stanie. Z środka padało oślepiające światło.
Dovahkiin! Dovahkiin!
Naal ok zin los vahrii
wah dein vokul
mahfaeraak ahst vaal,
ahrk fin norok paal graan
Fod nust hon zindro zaan.
Dovahkiin, fah hin
kogaan mu draal.
Naal ok zin los vahrii
wah dein vokul
mahfaeraak ahst vaal,
ahrk fin norok paal graan
Fod nust hon zindro zaan.
Dovahkiin, fah hin
kogaan mu draal.
Usłyszeli anielski głos po czym pudełko się zamknęło i
straciło swój blask, ale pieśń jakby nie była cała, jakby jej czegoś brakowało.
Byli w szoku, nie wiedząc co się dzieje.
-Co to?- zapytała zdezorientowana dziewczyna nie bardzo
wiedząc co się dzieje.
-Potrzebne nam coś jeszcze- odparł czarnowłosy i szybko
opuścił pomieszczenie. Dziewczyna patrzyła niezrozumiale jak odchodzi.
Białowłosy zaś przyglądał się blondynce uważnie. Westchnął po czym szybko ją
wyprowadził z ów pomieszczenia.
---------------------------------------------
I kolejny rozdział za nami, nudny, ale już w następnym obiecuję że pojawi się jakaś walka i postaram się by było ciekawsze. Co do zamówień, jest ich sporo ale każde zamówienie postaram się zrealizować. Ostatnio jeste w tyle z manga i nie czytałam nowego rozdziału , a także żadnej innej mangi. Tak że tego, myśle że choć troszkę wam się spodoba i że zostawicie po sobie ślad buziaczki;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.png)























